Alvin Wright


Informacje podstawowe:

  • Imię: Alvin Wright
  • Rasa: człowiek
  • Zawód: asystent nauczycielki
  • Wiek: 19
  • Seiyuu: Austin Tindle

Opis:

Alvin jest asystentem nauczycielki matematyki i w poniedziałki, w bibliotece, prowadzi coś w rodzaju zajęć uzupełniających, dla zainteresowanych. Bohaterka poznaje go właśnie w takich okolicznościach, gdy chce poprawić swoje stopnie, bo od tego zależy jej stypendium socjalne. Przypomnijmy, że Sian Goodin (domyślne imię MC) jest młodą studentką i początkującą makijażystką, którą – niestety – na początku nowego roku szkolnego spotkał ogromny stres. Jej ojciec trafił do szpitala, a że w Stanach cała służba zdrowia jest sprywatyzowana, to koszty leczenia i ubezpieczenia okazały się dla rodziny Goodinów ogromnym obciążeniem. I to właśnie dlatego, nasza MC ogląda każdego centa bardzo dokładnie, nim zdecyduje się go wydać i nie może sobie pozwolić na hulackie, imprezowe życie studenta w imię zasady „piekła nie ma, nieba nie ma – a młodzi muszą się wyszaleć!”.

W każdym razie Alvin jest archetypem uroczego nerda. Kolekcjonuje figurki, kocha oglądać seriale, a potem prowadzić na ich temat długie, internetowe dyskusje z innymi fanami, czyta komiksy o super bohaterach i ma nawet swojego idola w stylu Spider-mana (prostego gościa, który ukrywa swoje alter ego), ale jego ścieżka… praktycznie nie istnieje. Tych, których liczyli na to, że jest pełnoprawnym bohaterem jak pozostali panowie, muszę jednak zasmucić. Alvin wyraźnie został dodany, jako taka ciekawostka, ale jego fabularny content jest dość ograniczony.

Początkowo będziemy go spotykać tylko w poniedziałki w ramach zajęć, aż pewnego dnia zapyta nas, czy nie chcemy z nim obejrzeć serialu „Errant Knight”. Okaże się, że Alvin jest wielkim fanem Johna (do tego stopnia, że wykłóca się z innymi na forach) i kiedy usłyszy, że znamy aktora osobiście, a nawet z nim współpracujemy na planie „Vice/Versus”, to o mało nie dostanie zawału. Sian uzna jednak jego fanboyski tryb za dość uroczy i nie będzie miała nic przeciwko, aby widywać się odtąd systematycznie w trakcie kolejnych maratonów filmowych. (Choć ja się wcale tam nie dziwiłam Johnowi, że uciekł, gdy tylko Alvin spotkał go twarzą w twarz).

Nieco później bohaterowie spędzają również razem Halloween. Okazuje się, że przyjaciel MC – Adam, jest tak rozchwytywany, że nie może jej towarzyszyć. Jako początkujący celebryta już cieszy się ogromną uwagą otoczenia. Zamiast tego Sian spędza zatem uroczy dzień z Alvinem, który – naturalnie – wybrał na tę okazję własnoręcznie zrobiony strój super bohatera, a potem strzelili sobie nawet zabawną, dynamiczną fotkę.

Jak jednak wspominałam, w tym wątku nie dzieje się wiele… Bohaterowie spotykają się od czasu do czasu, Alvin opowiada wtedy o swoich różnych pasjach, czasami coś MC kupi, np. komiks, ale ogólnie nie mieli dużo interakcji. W pewnym momencie chłopak załatwi Sian robotę, bo zwolni się miejsce dla nowego korepetytora, a ona przecież potrzebowała pilnie kasy, a to doprowadzi potem do pewnej, nieprzyjemnej sytuacji. Otóż, wyjdzie na jaw, że Alvin doskonale wiedział, w jak trudnej sytuacji MC się znajduje i potrafił się z tym identyfikować, bo jego matka również kiedyś chorowała i otrzymał wówczas sporo finansowego wsparcia od obcych. To dlatego wręczał Sian różne, drobne upominki, na które sama by sobie w życiu nie pozwoliła, aby sprawić jej przyjemność… ale dziewczynie nie podobała się taka forma wsparcia i poprosiła go później, aby tego nie robił. Co nie było zaskakujące, bo na jej miejscu też nie czułabym się z tym komfortowo.

A jeśli chodzi o jakieś większe dramaty… to z pewnością za taki można uznać scenę, w której Alvin dowiaduje się o śmierci swojej przełożonej. Ze względu na to, że rok akademicki jeszcze trwał, chłopak został poproszony o przejęcie po zmarłej zajęć, co on sam uważał za bardzo trudną decyzję. Zupełnie jakby jego mentorka nie miała znaczenia – i każdy mógł ją zastąpić. I chociaż Sian, naturalnie, stara się go w tym momencie pocieszyć, widząc, jak bardzo przeżywa żałobę, to miałam wrażenie, że od wybuchu rozpaczy do jej przepracowania minęła dosłownie chwilka.

Największą niespodzianką – dla niektórych z pewnością pozytywną – było jednak samo zakończenie ścieżki. Gdy Sian próbuje Alvina pocałować, wyznając mu tym samym swoje uczucia ten przed nią po prostu… ucieka. Co wprawia ją w całkiem słuszne i szczere zakłopotanie. Nieco później, gdy już trochę ostudził emocje, Alvin wreszcie wrócił i przeprosił za swoje zachowanie, bo bynajmniej nie chciał nikogo zranić. Po prostu, jak sam przyznaje, chociaż uważa Sian za atrakcyjną i uwielbia z nią spędzać czas, to nie czuje pociągu fizycznego. Przez długi czas zastanawiał się, czy coś jest z nim z tego powodu nie tak. Że w sumie nie wie, co powinien czuć – chociaż znajomi udzielali mu różnych wskazówek. Innymi słowy, całkiem możliwe, że jest osobą, której orientacje określilibyśmy współcześnie jako aseksualną. Niemniej naszej protagonistce bynajmniej to nie przeszkadza, bo towarzystwo uroczego, nieco ekscentrycznego nerda w pełni jej wystarcza do szczęścia i nie musi za tym iść jeszcze kontakt fizyczny. (Choć szczerze, jeśli mogę sobie pozwolić na odrobinę sceptycyzmu, to nie wiem czy byłoby tak w istocie na dłuższą metę, bo skoro próbowała skarść mu całusa, to jednak mogło znaczyć, że ich oczekiwania w związku byłyby zupełnie inne. Nie to, żebym miała coś przeciwko „białym” małżeństwom, jeśli ktoś się na taką formę relacji decyduje i nikogo to nie krzywdzi).  

Podsumowanie: „Backstage Pass” to gra, która z założenia miała nam pozwolić zerknąć za scenę i zanurzyć się w świat show-biznesu u boku przystojnych celebrytów. W przypadku Alvina tak nie jest, bo to raczej Sian buduje sieć znajomości i stawia pierwsze kroki na wielkiej drodze do kariery (zdobywa nawet branżową nagrodę), a on… cóż, cieszy się z jej sukcesów i wspiera jak może. Mam jednak wrażenie, że ta ścieżka bardziej przypominała standardowy romans szkolny. W czym nie uważam postaci Alvina za złą. Po prostu dostał mu się mniejszy kawałek tortu, no i był też trochę niewpasowany w główne założenia, dlatego wybijał się od reszty towarzystwa i wypadał na ich tle mniej korzystnie. A skoro tak, to ogólnie nie bardzo kumam, co on zdaniem scenarzystów tam robił? Ani mu nie poświęcili dość uwagi, ani nie dali fajnej roli… Chociaż, jeśli kupują Was postacie w stylu dandere, to pewnie polubicie też tego dobrodusznego kujona.

Zobacz też inne recenzje:


Adam

John

Benito

Llyod

Nicole

Matthew

All the videos, logos, images, and graphics used on the belong to ©sakevisual.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.


Dziękuję, że odwiedzasz Otome Forever!

Jeśli podobają Ci się publikowane przeze mnie treści, będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz lub polubisz moje social media.


Dodaj komentarz

Translate »
error

Spodobał Ci się blog? Możesz śledzić moje kanały i dać mi o tym znać~! (b ᵔ▽ᵔ)b