Ray (mag)

Informacje podstawowe:
  • Imię: Ray
  • Wiek: 27
  • Wzrost: 181 cm
  • Rasa: człowiek
  • Seiyuu: brak
  • Cytat: „Do not leave my side without my permission”
Opis:

Zapowiadałam powrót do gier z serii „Shall We Date?” i tak też czynię. Stąd na pierwszy ogień zapomniane przeze mnie nieco „Magic Sword” – tym razem ze ścieżką postaci, która zrobiła na mnie ciut lepsze wrażenie. Ale tylko troszkę i już pędzę z wyjaśnieniami. Ray jest sarkastycznym, aroganckim magiem, który potrafi non stop obrażać MC oraz wszystkich towarzyszy, ale jednocześnie skrywa cierpiąca, wrażliwą duszę, na skutek traumatycznej przeszłości itd. itp. …wiecie doskonale, jak to leci, bo to w zasadzie nic nowego. To, co jednak sprawiło, że polubiłam go bardziej od Estela, to fakt, że był bohaterem bardziej złożonym. Nawet jeśli nie odpowiadało mi wszystko w jego osobowości, bo — jak już zapewne wielokrotnie czytaliście na blogu – nie przepadam za typami, którzy non stop ubliżają protagonistce. Lecz to nie tak, że z miejsca skreślam tsundere! Zresztą w przypadku Raya nie tak łatwo wskazać jego archetyp, gdyż niektóre z jego gróźb jak te o zamykaniu w lochach oraz o zabijaniu konkurencji niebezpiecznie zbliżają go do yandere, który po prostu nie miał szansy się ujawnić. 😛

No, ale rozpędziłam się z analizowaniem postaci bez przybliżenia skrótu fabularnego. Dlatego cofnijmy się do prologu. Główną heroiną naszej opowieści jest dobroduszna, słodka księżniczka (a jakże!) o domyślnym imieniu Lily, którą nawet omawiany love interest przyrównywał do „holy mother”. Jest bowiem tak miła, urocza i uczynna. Niestety, pewnego dnia, królestwo Lily zostaje najechane przez potężnego króla Artura i jego czarodziejkę Merlin (hmm…?), aby ukraść z Theodore (= kraju Lily) miecz Excalibur. Dlatego władcom nie pozostaje nic innego, jak odpowiedzieć na ten akt nieuzasadnionej agresji i odzyskać artefakt. Z rozkazu obecnej królowej, zrekrutowana zostaje drużyna śmiałków w składzie: Lily (jako dowódczyni, bo najwyraźniej w Theodore zostały już tylko nastolatki i ludzie mają wylane, że mogą stracić następczyni tronu), Estel (reprezentant elfów), Ray (tajemniczy mag z biblioteki) oraz Ethan (rycerz i tarcza dla księżniczki).

Panowie gardzą sobą do tego stopnia, że nie są w stanie ustać sekundy bez skakania sobie do gardeł i to jeszcze w trakcie rozmowy z królową. Widać więc, iż z wielkim zaangażowaniem podchodzą do czekającego ich zadania i chcą się wywiązać z niego w pełni. Na dodatek, z jakiegoś tajemniczego powodu, Ray wydaje się wkurzony na Lily. Oczywiście, ta nie ma pojęcia, o co chodzi, a jej niewiedza, tylko podsyca gniew młodego mężczyzny, który staje się przez to coraz bardziej opryskliwy. Szczególnie po tym, jak jeszcze w trakcie zakupów przygotowawczych na mieście, Lily nachodzi Reya podczas jakiejś podejrzanej rozmowy przy pomocy magicznego kryształu z nieznaną jej osobą. Mężczyzna odkrywszy, że był podsłuchiwany, wpada w furie, dostajemy CG z kabedon, a dziewczyna dochodzi do wniosku, że może lepiej trzymać się od niego na dystans, by nie dolewać oliwy do ognia… W końcu nie bardzo wiadomo, co by zrobił, gdyby okazało się, że przez przypadek naprawdę usłyszała coś, czego nie powinna.

Niemniej ekipie udaje się jakoś tam wreszcie razem wyruszyć w drogę, lecz przy każdej możliwej okazji spierać dosłownie o wszystko. Czego dają pokaz już przy pierwszym obozowaniu. Ray wydaje Estelowi i Ethanowi polecenia przyniesienia wody i drewna, kiedy sam postanawia obserwować księżniczkę, gdy ta będzie gotować. Ileś raz podkreślił bowiem, że nie zamierza w trakcie misji traktować jej jako przyszłej władczyni Theodore, więc nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Lily, oczywiście, zapewnia, że potrafi przygotować posiłek, bo wielokrotnie widziała, jak gotowała dla niej matka (…tym się zajmuje tam klasa rządząca?), aby spektakularnie skopać kolacje, która byłaby do wyrzucenia, gdyby mag nie przerobił składników na curry. Dlatego, mimo iż narzekał na każdym kroku i wyzywał Lily od bezużytecznych idiotek, to koniec końców, podał jej pomocną dłoń. Stąd MC pomyślała, że może nie jest aż tak na wskroś zły, jak podejrzewała, a jedynie w jakiś 99%. No i dzięki jego ingerencji, drużyna została ocalona przed rewolucjami żołądkowymi.

Podczas następnej przygody, ekipa natrafia na krasnoludzkiego chłopca, którego przy pomocy magii Raya ratują przed atakiem dzikiej bestii. Wdzięczny chłopak postanawia zabrać bohaterów do swojej wioski, aby tam podziękować im kolacją za pomoc. I tym razem, dla odmiany, to Estel daje pokaz buractwa i rasizmu, wyzywając dzieciaka w zasadzie bez podstaw, tylko za to, że jest niegodnym zaufania krasnoludem… bo czemu, by nie? W końcu to zupełnie normalne, że dorosły facet tak traktuje nieznanego sobie chłopca. Brońmy prawa ludzi (i elfickich mniejszości!) do ksenofobii! Choć akurat w tym wypadku, jego podejrzliwe nastawienie nie było aż tak nieuzasadnione, bo okazało się, że krasnoludy tak naprawdę chciały podać zatrute jedzenie podróżnym i ich okraść. No to, co robi nasza heroiczna ekipa w odpowiedzi? Ray chce zrównać wioskę z ziemią. Przed czym powstrzymuje go Lily, bo zauważa, że przecież są tam jeszcze dzieci i to nie ich wina, że zostali zdradzeni. Za wszystko odpowiedzialna jest bieda, która zmusiła ich do takiego życia. A jej argumentacja chyba ostatecznie łagodzi zranioną dumę maga… bo tylko nasyłają na krasnoludy wściekły tygrysy. Fakt, to znacznie lepsze rozwiązanie. Zwierzęta na 100% nie zaatakują dzieci.

W międzyczasie Lily zostaje przez bestie zraniona, gdy chciała osłonić Raya. Nie wiedziała bowiem, że chroniła go magiczna tarcza i jej ingerencja nie była potrzebna. Za to jej poświęcenie miało ogromne znaczenie w ich relacjach, bo nawet jeśli Ray uważał, że postąpiła idiotycznie i nierozsądnie, to widać, że głęboko wzruszyła go okazana mu troska. I to do tego stopnia, że zdecydował się zdjąć swoją lądową maskę. Od tej pory będzie czule opiekował się Lily, czuwał przy niej całą noc, aż do zbicia gorączki, a nawet aplikował jej wywarki ziołowe pocałunkami. Naturalnie, nasza bohaterka nie będzie po odkryciu tego zbyt szczęśliwa. W końcu jest księżniczką i naruszenie jej „czystości” może zniweczyć przyszłe plany małżeńskie. Ray jednak zbywa te obawy zauważając, że jeśli ktoś kierowałby się tak absurdalnymi motywami, to i tak nie byłby wart miłości, a poza tym… to nie był przecież nawet ich pierwszy pocałunek.

Lily nie wie, o co mu chodzi, ale nie ma zbytnio okazji drążyć tematu. Następnie drużynka udaje się nad magiczne jeziorko – które szczęśliwie było im po drodze. Tam chłopaki postanawiają się radośnie wypluskać, a Ray nazywa Lily „slut” tylko za to, że przygląda się mięśniom Ethana. Btw. chciałabym bardzo wiedzieć, co tutaj padło w japońskiej wersji, bo angielska edycja jest bez dźwięku. (I czy w ogóle są inne wersje językowe?). Bo tłumacz wyraźnie przegiął z doborem słownictwa. Trudno mi po prostu uwierzyć, by jakikolwiek LI w grze otome był tak wulgarny… I by graczki uważały potem jego „zaczepne komentarzyki” za słodkie droczenie. 😛 MC jednak puszcza mu, jak zawsze, wszystkie obelgi w niepamięć. A wieczorem okazuje się, że wpadli na ten sam pomysł wykąpania się po zmroku. Stąd, mimo iż Lily jest początkowo zażenowana, bo nie spodziewała się znaleźć tam Raya, gdy już wlazła do wody, to potem pozwala mu sobie pomóc, umyć włosy i jeszcze dyskutują na temat ewentualnej blizny, która zostanie jej po ranie. A czego Ray by nie zniósł – jak wyznaje. (= Argh! Ciało mojej lubej nie może mieć skazy!!!).

Po dotarciu do miasta drużyna trafia do gospody, w której wszystkie pokoje są zajęte. Nie zostaje więc im nic innego jak podzielić się na grupy i Ray zamierza nocować z Lily, ku niezadowoleniu Estela. Elf zwraca uwagę, by mag przestał traktować księżniczkę jak swoją kobietę, ale ten go zbywa jakimś kłamstewkiem na temat potrzeby doglądania jej ran. Dziewczyna zaś dochodzi do wniosku, że to w porządku, bo przecież Ray wyznał jej wcześniej, że jest w kimś zakochany. Więc nie musi się niczego obawiać z jego strony. Potem parka idzie razem na festiwal, w trakcie którego księżniczka przypadkiem wychlała najmocniejszy alkohol w kraju i straciła przytomność. Ray zabrał ją więc do pokoju i ponownie został zmuszony się nią zaopiekować, gdy w tym czasie MC śniła o ojcu i jego prośbie, aby, wybierając męża, kierowała się uczuciami, a nie dobrem kraju. Wiecie, taka typowa rada władcy dla następczyni tronu.

I chociaż wydawałoby się, że wszystko między parką układało się cudownie, to przecież musiało dojść do jakiejś dramy. Tym konfliktem okazuje się wkrótce potem… – ta ta da dam! – zdrada Raya. Gdy tylko bowiem ekipa dociera na ziemie króla Artura, młody mag sprawia, że drużyna najpierw się rozdziela, a potem przekazuje księżniczkę w ręce Merlin. A gracze odkrywają wreszcie straszliwą prawdę. Ray od samego początku współpracował z czarodziejką i jest tak naprawdę jej uczniem. To z nią komunikował się jeszcze w stolicy przy pomocy magicznego kryształu. Najzabawniejsze są jednak jego motywy. Otóż facet żywi ogromny uraz do Lily za to, że o nim zapomniała. A przynajmniej tak mu się wydawało. Dla niego była bowiem najważniejszą osobą w życiu.

I teraz czas na retrospekcje: w wieku 5 lat, Ray został sierotą, bo wojny pomiędzy królestwami pozbawiły go obu rodziców. Tak trafił na ulicę i przeżył tylko dzięki kradzieży, aż wreszcie, 10 lat później znalazł się pod opieką Merlin, bo ta odkryła w nim talent dla magii. Od tej pory Ray ciężko studiował, a wszystko po to, bo tylko jako mag mógłby znowu spotkać się z księżniczką Lily, która niegdyś uratowała mu życie. Kiedy bowiem pewnego dnia udał się do kościoła, aby popełnić tam samobójstwo, przytłoczony już samotnością i bezsensem rzeczywistości, Lily powstrzymała go, pocałowała i obiecała, że zrobi wszystko, aby dać mu szczęście. Od tej pory mężczyzna uczepił się tej obietnicy i zbudował wokół niej wszystkie swoje marzenia o przyszłości.

Kiedy jednak odkrył, że dla Lily całe wydarzenie nie miało najmniejszego znaczenia i kompletnie o nim zapomniała – wpadł w gniew. Stąd dał jej dwie opcje. Albo go pokocha, albo może sobie zgnić w celi. Na szczęście dla siebie MC zdołała jakoś odgrzebać z odmętów pamięci spotkanie z czerwonookim chłopcem, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie wiedziała, co mu obiecała. Tyle jednak wystarczyło, by Ray odzyskał nadzieje, zmienił zdanie i postanowił zdradzić Merlin. Co w sumie było dobrą decyzją, bo wyszło na to, że od początku był manipulowany. Merlin nie tylko oszukała króla Artura, bo przemieniła się w niego, napadła na Theodore i ukradła miecz (co w jej mniemaniu miało pomóc ukochanemu królowi), ale też była odpowiedzialna za wymazanie wspomnień Lily, żeby osłabić wpływ, jaki księżniczka miała na jej ucznia. Nie przewidziała tylko, że w trakcie wspólnej misji, parka i tak się w sobie na nowo zakocha.

Koniec końców, gdy prawda wychodzi na jaw, Lily odzyskuje nie tylko miecz, ale i wspomnienia. Przed powrotem do Theodore składa magowi „pinky promise”, że dotrzyma obietnicy, pomimo iż nie jest pewna, czego dokładnie Ray od niej oczekuje. Chociaż po tym, jak zaczął ją obłapiać i obsypywać pocałunkami jeszcze na zamku Artura powinna się domyślić… Na pewno nie ma mu „dać szczęścia”, pokazując zdjęcia kotów, ani organizując pokazy najlepszych komików w królestwie, that’s for sure… Dlatego już po powrocie do domu, gdy dziewczyna oficjalnie przejmuje obowiązki królewskie, Ray próbuje dobrać się do niej już w ogrodzie, a kiedy zostaje spławiony, to ostatecznie godzi się chociaż poczekać do wieczora. I ani chwili dłużej, bo już dość się w życiu na nią naczekał. Super Happy Ending wieńczy więc scenka ze skonsumowaniem związku, a młodszych graczy powinnam ostrzec, że jest dość szczegółowo opisana. Co było dość zabawne, bo nie spodziewałam się tego kompletnie, po wcześniejszej, infantylnej narracji. Ray odrzuca również ofertę Artura, by zostać jego magiem i pilnować Merlin, bo zamiast tego woli być odtąd doradcą i kochankiem nowej władczyni Theodore. (…Co mu się w sumie dziwić? Chociaż to dość śmieszne, że w wątku Estela Artur dostął kosza od Lily, teraz od Raya… Może w ścieżce Ethana zerwie z nim Merlin? ;)).

…the end? Nie inaczej! Na szczęście dla Raya od dzieciaka mam słabość do magów i przypominał mi nieco Raistlina Majere z serii „Dragonlance”. Wiecie, kogoś, kto jest inteligentny i wredny na zewnątrz, ale marzy tylko o odrobinie szczerej czułości. 😛 Obaj panowie dali się też kompletnie zrobić w balona potężnej kobiecie, której podlegali – w przypadku Raya mowa o Merlin, a Raistlina wykiwała bogini Takhisis. Jeśli więc i w Was ta ścieżka obudzi miłe wspomnienia z lektur młodości, to może będziecie się przy niej dobrze bawić. W przeciwnym razie… cóż… zależy jak bardzo lubicie konwencje stereotypowych do bólu opowiastek fantasy czy przygód rodem jak z sesji RPG… i to nie tych z najwyższej półki. Wciąż, na pocieszenie, dostaliśmy chociaż ładne CG! XD

Miejsce w rankingu: Numer 1. Cóż, tu chociaż był jakiś plot twist, więc mam po prostu wrażenie, że Ray nie miał zbytnio konkurencji. Chyba jedno z najłatwiej zgarniętych zwycięstw na moim blogu.

Zobacz również:

Estel

Ethan

All images used in this review belong to ©NTT Solmare Corporation.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.

Dodaj komentarz

Translate »
error

Spodobał Ci się blog? Możesz śledzić moje kanały i dać mi o tym znać~! (b ᵔ▽ᵔ)b