Recenzja: Danganronpa Another Episode: Ultra Despair Girls

Informacje podstawowe:
  • Tytuł: Danganronpa Another Episode: Ultra Despair Girls (絶対絶望少女 ダンガンロンパ Another Episode Zettai Zetsubō Shōjo Danganronpa Another Episode)
  • Developer: Chunsoft & Spike Chunsoft
  • Wydawca: NIS America & Project Zetsubou & Spike Chunsoft
  • Pełen dźwięk: japoński, angielski
  • Napisy: angielski
  • Rozszerzenia i powiązane tytuły: Danganronpa: Trigger Happy Havoc , Danganronpa 2: Goodbye Despair, Danganronpa V3: Killing Harmony
  • Mój czas gry: 19 h
Do kupienia:
Opis fabuły:

Uwaga: recenzja zawiera info zdradzające fabułę z Danganronpa: Trigger Happy Havoc i Danganronpa 2: Goodbye Despair!

Założę się, że gdy przechodziliście poprzednie części „Danganronpy” kilka razy zdarzyło się Wam pomyśleć, że mielibyście ochotę skopać tego creepnego miśka. Niestety, każdy atak na Monokumę skończyłby się wtedy natychmiastową śmiercią naszej postaci. Twórcy postanowili jednak pozwolić zrealizować nam w końcu to marzenie i dać graczowi do ręki broń. Tym sposobem powstała właśnie „Danganronpa Another Episode: Ultra Despair Girls” – część, którą mechanicznie łączy tradycyjne zagadki logiczne z trzecioosobowym shooterem. Bo w sumie czemu, by nie?

Fabuła tego epizodu rozgrywa się mniej więcej między jedynką a dwójką. Należałoby więc nazywać go pewnie „Danganronpą 1.5”, choć rozsądniejszym wyborem jest przejście go już po ukończeniu „Danganronpa 2: Goodbye Despair”, aby uniknąć spoilerów. Akcja przenosi nas bowiem do opanowanego przez armie miśków Towa City, gdzie w zamkniętym, tajemniczym apartamencie tkwi uwięziona Naegi Komaru – siostra głównego bohatera pierwszej części, Naegi Makoto, który (spoiler!) okazał się przy okazji być Ultimate Hope i pokonał zwariowaną Enoshimę Junko.

Rodzeństwo naszego sławnego herosa nie jest jednak tak zaradne. Przede wszystkim dziewczyna tak długo była odcięta od świata, że brakowało jej podstawowych informacji, na dodatek była strachliwa, płaczliwa, nie potrafiła samodzielnie podejmować decyzji, a cała sytuacja, w której się znalazła, kompletnie ją przerosła. Kiedy więc z apartamentu-więzienia ratuje ją wreszcie Togami Byakuya, który próbuje uwolnić miasto spod wpływu nowych antagonistów wraz z Future Fundation, początkowo dziewczyna liczy, że będzie mogła przyłączyć się do niego i szybko trafi pod opiekę brata. Ale, ale, nic z tych rzeczy!

Togami, co prawda, daje Komaru broń do hakowania Monokumów, lecz na tym jego pomoc się kończy. Od tej pory dziewczyna sama będzie musiała poradzić sobie w okrutnym świecie, gdzie robo-misiaczki mordują dorosłych z polecenia grupki szalonych, pogrążonych w rozpaczy dzieci, którym przewodzi fanka Junko – dziewczynka o imieniu Monaca. Celem tych słodkich brzdąców jest bowiem ukaranie wszystkich za zbrodnie jakie dopuścili się względem najmłodszych i zbudowanie czegoś w rodzaju „raju tylko dla dzieci”. Oczywiście, nastolatkowie także są w ich odczuciu już zbyt starzy, więc nie mają co liczyć na litość.

Wkrótce Komaru napotyka jednak na swojej drodze innego, silnego sojusznika – Fukawa Toko, z którą czasem będzie łączyła ją silna przyjaźń. Dziewczyny staną razem naprzeciw licznym niebezpieczeństwom, zaczną sobie ufać i wspierać, a Komaru oswoi nawet zabójcze zapędy Genocide Jack, ilekroć Toko straci kontrolę nad swoją mroczniejszą stroną.

Stąd od strony mechanicznej cała gra będzie wyglądać bardzo podobnie. Dziewczyny będą podróżować po mieście, walczyć z Monokumami (Komaru przy pomocy spluwy, a Toko pod postacią Genocaide Jack), aż dotrą do finałowego bossa danego etapu – jednego z dziecięcych popleczników Monaki. (Przeważnie, rozwiązując jeszcze przy okazji jakąś zagadkę, rozwijając broń, czy prowadząc gadki z NPCami).

Każdy z bossów będzie miał przy tym inną, tragiczną historię, dzięki czemu dowiemy się, dlaczego naprawdę tak mocno nienawidził dorosłych np. jeden z nich był bity przez agresywnych rodziców, dziewczynka prawdopodobnie wykorzystywana seksualnie, jeszcze inny więziony i zmuszany do nauki jak maszyna-niewolnik itd. Powiem szczerze, że nie podobały mi się ani te back story, ani sposób potraktowania tematu. Było coś mocno nie w porządku w tym, że z jednej strony każą nam się litować nad dzieciaczkami, które wpadły w ręce zboczeńców… by po chwili pokazywać te same postaci dziewczynek w bardzo seksualnych pozach. I to nie tak, że nie rozumiem, iż próg tolerancji Japończyków jest nieco inny od naszego (tam pojęcie pedofilii w zasadzie długo nie istniało), ale z europejskiej perspektywy było to dla mnie w żadnym razie nieśmieszne (i niesmaczne). Wolałabym chyba po prostu, by twórcy nie poruszali tak poważnych i przykrych tematów, skoro ma to być dla nich tylko pole do zabawy.

Tak czy inaczej, dziewczyny robią, co mogą, aby się jakoś w tej szalonej sytuacji odnaleźć. Komaru motywuje chęć dołączenia do brata i poznania losu rodziców, kiedy Toko chce po prostu zaimponować ukochanemu Byakuyi, który podobno stał się zakładnikiem w rękach wrogów. Rozważaniom na temat przyszłości towarzyszą przy tym zabawne scenki prosto z głowy Toko. Będziemy więc świadkami wielu jej krępujących fantazji, w których wyobraża sobie, jak jej wybranek serca prosi ją o różne przysługi, komplementuje, czy po prostu wspólnie przeżywają miłosne uniesienia. Trudno było przy tym nie parsknąć ze śmiechu i nie współczuć biednemu Togamiemu.

Przy okazji, udało mi się również spojrzeć na Toko trochę przychylniej. Nigdy nie lubiłam tej postaci w pierwszej „Danganronpie”. Nie potrafiłam dla przykładu zrozumieć, dlaczego uczniom nie przeszkadza obecność seryjnej zabójczyni? Na ich miejscu pewnie domagałabym się, aby przebywała w zamknięciu dla bezpieczeństwa grupy. Tymczasem Genocide Jack łaziła sobie po korytarzach w najlepsze i dalej robiła, co jej się żywcem podobało za powszechnym przyzwoleniem. Czemu zatem ekipa Makoto nie zastosowała tego samego numeru, co drużyna Hinaty w przypadku Nagito i po prostu jej gdzieś nie uwięziła? (Poważnie, gdy po raz pierwszy związano Nagito on nie był nawet w 10% tak niebezpieczny, jak Genocide Jack – nie miał udowodnionych masowych morderstw!).

Teraz jednak jej relacja z Komaru nie wyszła nienaturalnie i podobało mi się, jak dziewczyny powolutku zaczęły sobie ufać, wspierać, a nawet akceptować – dzięki czemu Toko wreszcie opanowała Genocide Jack i stała się sympatyczną postacią.

Również siostra Makoto wiele na tej współpracy zyskała, bo stała się odważniejsza oraz nauczyła się podejmować samodzielne decyzje. Nie była więc już tylko tobołkiem, który Toko musi za sobą wszędzie dźwigać. Co więcej, udowodniła, że nawet bez „Ultimate” talentu, jako zwykła dziewczyna, potrafiła zawalczyć o bezpieczeństwo mieszkańców Towa City. A że gier o żeńskiej przyjaźni jest tak niewiele (poważnie, policzę je na kciukach jednej dłoni! – prawie zawsze jesteśmy bombardowani „braterstwem”, ale ile znacie tytułów o „siostrzeństwie”? W najlepszym przypadku bohaterki łączy miłosna relacja…), to tym bardziej cieszyłam się, że poruszono ten kompletnie zaniedbywany temat.

…a skoro już o Nagito wspomniałam, to – niespodzianka, niespodzianka! – pojawi się również w tej części. Co było prawdopodobnie sprytnym chwytem marketingowym, bo fanatyczny Ultimate Lucky Student jest uwielbiany przez znaczną część danganronpowego fandomu. I nawet nie mam tego twórcom za złe, bo całkiem miło słuchało mi się po raz kolejny jego bełkotu o nadziei.

Nagito w „Danganronpa Another Episode: Ultra Despair Girls” wciąż znajduje się pod wpływem prania mózgu. Poznajemy go więc dla odmiany jako Sługę (w oryg. „The Servant”). A chociaż pozostaje jednym z Remnants of Despair, czyli najstraszliwszych sojuszników Junko, to tutaj występuje jako podnóżek Monaki. Na jakimś etapie musiał bowiem wpaść w ręce dzieciaków, ale zdołał je przekonać, że może być jeszcze dla nich przydatny.

W czym szalony, zahipnotyzowany Nagito niewiele różni się od tego zdrowego. W sensie dalej coś knuje, jest kompletnie nielojalny i twierdzi, że swoimi działaniami próbuję zmusić Komaru, by stała się kimś lepszym. By urosła do rangi potencjalnej „Nadziei dla miasta”, bo bez żadnego talentu jest tylko niewartym uwagi śmieciem – w odróżnieniu od swojego słynnego brata. W efekcie jego intrygi, przynoszą bardzo pokrętny skutek, bo z jednej strony dziewczyna faktycznie staje się silniejsza, a z drugiej nie do końca poddaje się jego manipulacjom. Nagito przypada też kilkakrotnie rola „comedy relief” w fabule, bo z iście stoickim spokojem znosi gnębienie przez dzieciaków np. gdy obrzucają go jedzeniem albo malują mu pisakami po twarzy.

Tym sposobem zbliżamy się do podsumowania: czy w „Danganronpa Another Episode: Ultra Despair Girls” warto zagrać? Cóż, zdecydowanie wolę mechanikę z klasycznych serii. Nie jestem fanem strzelania i dla mnie walczenie z Monokumami to była tylko droga przez mękę, aby dotrzeć jakoś do fabularnych scenek. A tych z kolei było całkiem sporo (również w formie animacji) i zyskaliśmy szanse poznać kilka interesujących postaci: kompletnie walniętą Monacę, Nagito w wersji Rozpaczy, Asahina Yuta – młodszego brata Aoi (Ultimate Swimming Pro z „jedynki”), czy Fujisaki Taichi – ojca Chihiro (Ultimate Programmer z „jedynki”). Stąd działo się sporo, pasowało to do klimatu poprzednich części i było nawet narracyjnie spójne. Tyle że to wciąż filler! Stąd pytanie, czy potrzebny jest komuś poza najzagorzalszymi fanami serii? Pewnie nie. Bo chociaż niektórzy z bohaterów występują także w wieńczącym gry anime, to nie tak, że potrzebujemy wiedzieć, kim są do zrozumienia fabuły, bo przewijają się tylko na jakimś trzecim, setnym, czy tysięcznym planie.

Dalego, jeśli chcecie sobie postrzelać do Monokumy, to jasne, możecie inwestować kasę w tę grę. Osobiście oceniam ją jednak jako „łee” i tylko obecność wspomnianych wcześniej postaci była moją jedyną motywacją, by powalczyć dłużej i spróbować dobrnąć jakoś do końca. To trochę jak sytuacja z filmem, gdzie ciekawy antagonista albo postać z tła, próbuje sama udźwignąć całą fabułę. Pewnie, Nagito jest tutaj uroczy, sprezentowano nam wiele fan serwisu, ale poza tym ten tytuł nie ma już dużo więcej do zaoferowania. Walki są nudne, wszystkie korytarze wyglądają tak samo, pojedynki z bossami niczym nie zaskakują… Podejrzewam, że komuś może się jednak spodobać tak odmienne podejście do gameplaya – czyli sumie coś innego w serii. Uczciwie ostrzegam jednak, że bez odrobiny determinacji, może być trudno dotrwać do finału.


All the videos, logos, images, and graphics used on the blog belong to ©Chunsoft & Spike Chunsoft.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.

Dodaj komentarz