Takao

Informacje podstawowe:
Opis:

Takao jest główną atrakcją Kikuya, a może i najpopularniejszym panem (oiran?) do towarzystwa w całej Yoshiwarze (a przynajmniej sam tak twierdzi). Nasza bohaterka, o domyślnym imieniu Misao, spotyka go po raz pierwszy, gdy jest świadkiem procesji kurtyzan, czyli demonstracyjnego pochodu, który ma na celu zaprezentowanie wszystkich wdzięków i całej świty potencjalnym klientom. Naturalnie, nienauczona życia dziewczyna jest zachwycona urodą mężczyzny. Zwłaszcza że na jej rodzinnej wyspie faceci to towar luksusowy. Szybko zatem odwiedza Kikuya a tam, w nagrodę za pomoc i dostarczenie przesyłki, Iroha – czyli właściciel domu, proponuje jej towarzystwo jednego z panów.

Misao bez większego zastanowienia wybiera Takao, czym wzbudza zazdrość będącego wiecznie na drugim miejscu Tokiwy. Następnie para przenosi się do prywatnych kwater i tam gaworzą sobie w najlepsze, bo szybko staje się oczywiste, że MC jest za naiwna i niedoświadczona, by w ogóle zdawać sobie sprawę z tego, co się właściwie w Yoshiwarze dzieje. Poza faktem, że ludzie chodzą tam „by spełniać swoje sny” i jest to „dzielnica rozkoszy”, cokolwiek miało by to oznaczać w rzeczywistości. Dlatego zamiast upojnej nocy, Takao pomaga jej zrobić makijaż i przebrać się w wyszukane kimono – więc suma summarum, bawią się niczym koleżanki, którym rodzice pozwolili na wspólne nocowanie.

Ale jak już raz spróbuje się owocu zakazanego, to chce się zeżreć cały, a nie tylko kawałek. Dlatego Misao wraca do Kikuya i wydaje swoje z trudem odłożone oszczędności na kolejne spotkania. Iroha jest przy tym święcie przekonany, że dziewczyna jest tak naprawdę córką jakiegoś zamożnego rodu. W przeciwnym razie skąd byłoby ją stać na towarzystwo „dżentelmenów nocy” ? (Btw. Zabawne tłumaczenie…).

Tymczasem frustracja Tokiwy rośnie, bo raz za razem jest pomijany, aż postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać bohaterce, czym jest prawdziwa przyjemność. Z opresji, oczywiście, ratuje ją Takao, który przy okazji kazał na siebie sporo czekać, bo uczestniczył w jakimś bankiecie. Następnie panowie sprzeczają się o pozycję i klientów jak przekupki na targu. Choć jeśli widzieliście którykolwiek z klasycznych filmów japońskich o gejszach czy kurtyzanach, to sceny z niezdrową rywalizacją pracownic, nie będą dla Was niczym nowym. Tutaj mamy tylko do tych motywów ładne nawiązanie. A i tak dobrze, że nie próbowali się oszpecić! (Chociaż z drugiej strony nie mieli np. żadnych oporów, aby rozpuszczać o sobie nieprzyjemne plotki. Ale, hej, to tylko walka o lepsze życie! Nie oceniajmy!)..

A chociaż Takao cieszy się z odwiedzin (i powracającej, wiernej klientki), to widać, że zachowanie MC go trochę drażni. Przede wszystkim jest zazdrosny O_o. Jak tłumaczy: w momencie, gdy Misao rezerwuje jego czas, to na jedną noc stają się mężem i żoną, nie powinna więc dawać się obłapiać innemu mężczyźnie. Po drugie, dziewczyna jest nieprawdopodobnie wręcz naiwna. Gdy Takao zastanawia się nad życiem poza murami dystryktu rozkoszy, MC nie od razu łapie, z czego wynika jego melancholia. W końcu kurtyzany/panowie do towarzystwa mają zakaz opuszczania Yoshiwary. Nie są bowiem tak naprawdę wolnymi ludźmi. Nic zatem dziwnego, że Takao może męczyć gapienie się przez okno na ciągle to samo drzewo sakury. Nie ma też przed nim żadnej sensownej przyszłości…

Co więcej, Takao nie może tak po prostu przejść na emeryturę czy próbować się wykupić. Ciąży bowiem na nim obowiązek opiekowania się rodzicami, którym przesyła wszystkie swoje oszczędności. Jego matka z jakiegoś tajemniczego powodu nie pracuje, a ojciec jest chory i potrzebuje środków na lekarstwa. Po odkryciu prawdy, MC jest bardzo wzruszona jego postawą. Nie ma jednak żadnej możliwości, aby mu pomóc. A przynajmniej w inny sposób, niż spróbować mu przekazać nieco pieniędzy od siebie.

Niestety w tej grze brakuje subtelnie rozwijanego romansu, który zwykle pojawia się w opowieściach o kurtyzanach/gejszach. Takao dochodzi do wniosku, że kocha Misao, ot tak po prostu. Z dnia na dzień. Bo jest inna od reszty kobiet, piękna, miła, uczynna, oh i ah… Nie muszę mówić, że dziewczyna zadurzyła się w nim już od pierwszego spotkania. Więc również z jej strony mamy już 100% zaangażowanie i ich uczucia nie muszą się jakoś pogłębiać. Wkrótce para zaczyna ze sobą sypiać, a my dostajemy kilka średniej jakości opisów zabaw bohaterów „pod pierzyną”.

I wszystko byłoby w miarę pięknie (chociaż MC chodziła coraz bardziej spłukana), gdyby matka Misao nie przyłapała jej na odwiedzaniu domów publicznych. Nie chodzi nawet o to, że kobieta ma z tym moralny problem. W koncepcji tego świata wszystkie babki na wyspie muszą sobie w Yoshiwarze ulżyć, bo najzwyczajniej brakuje facetów. W chodzeniu do przybytków rozkoszy nie ma zatem nic zdrożnego. Problem leży w relacjach pomiędzy Takao a Misao. Mateczka obawia się bowiem, że mogą być rodzeństwem. W końcu sama wiodła bardzo rozrywkowe życie. Ale, szczerze, kompletnie nie kumałam tego wątku. Wiecie, jak mówią: „matka zawsze jest pewna, to ojca trzeba potwierdzać”. Czyli ta kobieta nie pamiętała z kim spała i kiedy to było? (Dobrze, że nie zastanawiała się jeszcze, czy Takao nie jest jej synem! Przynajmniej na tyle była przytomna, aby nie zapomnieć, ile dzieci urodziła).

Zdruzgotana tą informacją Misao postanawia się rozstać z Takao… ale od zamiarów do czynów daleka droga, jak mówią. Dlatego, pomimo iż spotyka się z nim po raz ostatni, rzekomo, aby się pożegnać, to w efekcie nie mówi mu, o co chodzi, płacze, rozpacza i powtarza, że nie mogą być razem wśród całej masy pocałunków i obściskiwania. Facet także nie zamierza ot tak zrezygnować ze swojej pierwszej miłości. Zwłaszcza że nie ma pojęcia, dlaczego został rzucony. Podejrzewam, że mogło to trochę uderzyć w jego samoocenę oraz jak się pożalił, został po raz kolejny potraktowany jak zabawka, którą potem można wyrzucić.

W efekcie Takao zaczyna się zapijać, zraża do siebie klientów i traci pozycję top atrakcji Kikuya. Misao się o niego martwi, bo docierają do niej niepokojące plotki. Niewiele jednak planowała z tym faktem zrobić. Pewnego wieczora Takao dochodzi do wniosku, że nie może tak dłużej żyć. Ucieka z Yoshiwary i prosi, by MC towarzyszyła mu w wyprawie na mainland. Chce bowiem odkryć prawdę i potwierdzić, czy faktycznie są rodzeństwem, bo to właśnie tam, po przejściu na emeryturę, żyje jego ojciec (również ex pan do towarzystwa). I muszę przyznać, że bawiło mnie niepomiernie, jak Misao zaczęła się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby dla Takao, gdyby wrócił grzecznie do dzielnicy rozkoszy, zamiast zostawać przestępcą. Jaaasne, w końcu tam było tak fajnie. Lepiej być niewolnikiem przez kolejne lata, nabawić się jakiejś choroby i skonać w zapomnieniu… Rzeczywiście, głupio robił, że ryzykował.

Parze bez problemu udaje się przedostać na statek (to chyba najłatwiejsze ucieczki kurtyzan w historii – bo co chwila im ktoś tam spierdzielał), a potem dotrzeć na miejsce. Nim jednak popędzą po odpowiedzi, najpierw zatrzymują się na krótkie zakupy. Takao obdarowuje Misao grzebieniem do włosów. W końcu mają na to czas i pieniądze. A gdy już nacieszyli się, jak cudownie z tą ozdobą wygląda, bohaterowie są wreszcie gotowi na konfrontacje z rzeczywistością.

Ojciec Takao szczęśliwie potwierdza, że nie są rodzeństwem. Co więcej, okazuje się, że ta informacja to tylko efekt plotek. Kiedy bowiem sam był jeszcze panem do towarzystwa, był absolutnie zakochany w matce Misao. Chciał ją zdobyć dla siebie za wszelką cenę, ale tą zawsze interesowali inni kawalerowie. W efekcie Masakazu nie pragnie dla syna niczego innego, niż by ten mógł poślubić kobietę, którą kocha. Czyli spełnił jego własne, niezralizowane marzenie z przeszłości. Dlatego kiedy para powraca na wyspę, by zgłosić się do Kikuya i czekać na karę o Iroha, ojciec pojawia się w stylu deus ex machina i proponuje właścicielowi domu, że zapłaci za wykupienie Takao. A chociaż faktycznie był chory, to odkładał kasę i pracował, aby zdobyć środki właśnie w tym celu.

Tym sposobem otrzymujemy nasz happy ending. Takao i Misao biorą ślub i zamieszkują wspólnie w domu matki dziewczyny. Masakazu naciska zaś na nich, by zmajstrowali wreszcie wnuczęta, bo chce mieć pretekst do częstszych odwiedzin i kolejnej próby zdobycia dawnej ukochanej. Suma summarum, wszyscy są szczęśliwi, jako jedna, wielka rodzina. No, może poza chłopakami, którzy dalej pracują w Kikuya, ale przynajmniej ich smętną egzystencję rozweseliło na moment zaproszenie na ślub.

A chociaż opowieść mnie nie porwała, to nie była zła ścieżka. Słyszałam wiele negatywnych opinii o grach Dogenzaka Lab, i owszem, zgadzam się, że fabuła jest tu tylko pretekstem, by pokazać kilka pikantniejszych scen, ale ogólnie była nawet spójna. Chociaż niesamowicie prosta. Naturalnie, żałowałam Takao, tak samo, jak pozostałych chłopaków, a naiwność MC działała mi często na nerwy, ale CG były w większości ładne, narracja dla tego typu opowieści utrzymana w odpowiednim nastroju, a Takao był całkiem znośny. Owszem, fochował się często, jakby faktycznie był konkubiną, albo „tą drugą”, ale pasowało to w sumie do konwencji.

Moje zastrzeżenia może zatem budzić brak jakiegokolwiek developmentu w relacjach postaci, ale również w ich osobowości. Ot, w pewnym monecie dochodzą po prostu do wniosku, że chcą być razem. Szkoda więc, że zostało to wszystko tak po łebkach poprowadzone. Niby MC coś tam komentuje, że już potrafi przejrzeć iluzję Yoshiwary i wie, że świat ze snów nie jest tym prawdziwym… ale niewiele w sumie z tego wynika. Sam Takao jest zaś tak oszczędny w okazywaniu tego, co o swojej sytuacji myśli, że trudno cokolwiek na ten temat powiedzieć. Na koniec cieszy się po prostu, że nareszcie jest wolny. Mogę więc tylko zgadywać, że bycie celebrytą Yoshiwary wcale go tak nie cieszyło…

Miejsce w rankingu: Numer 5. Takao wypada w każdym wątku lepiej, poza swoim własnym (szczególnie w Hayabusy, gdzie z niego spoko kumpel i rywal w jednym). To dość zabawne, że top kurtyzana miała jedną z najbardziej dziwnych i nielogicznych ścieżek. A jedyne, co naprawdę mi się podobało, to fakt, że tylko tutaj wykorzystano motyw ucieczki i zobaczyliśmy więcej z kontynentu.

Zobacz też inne recenzje:

Tokiwa

Hayabusa

Iroha

Kagura

Kagerou

All images used in this review belong to ©OperaHouse Corporation ©Dogenzaka Lab.

I do not claim any right over them and were used on my blog for informational purposes only.

Dodaj komentarz

Translate »
error

Spodobał Ci się blog? Możesz śledzić moje kanały i dać mi o tym znać~! (b ᵔ▽ᵔ)b